Ten samochód ładuje się słońcem. Po jednym dniu może zyskać energię na 50 km
Samochód, który po jednym słonecznym dniu może zyskać energię na nawet 50 km jazdy, nie jest już wyłącznie laboratoryjną ciekawostką. Studenci Clemson University zaprojektowali Deep Orange 17 z myślą o konkretnym, codziennym dystansie.
Prototyp miał pokonywać około 19 km dziennie, a jednocześnie produkować z energii słonecznej więcej prądu, niż zużywa podczas jazdy. Projekt pokazuje jednak również, jak wiele kompromisów wymaga samochód solarny, który miałby działać bez klasycznego ładowania.
Deep Orange 17. Samochód solarny zaprojektowany do codziennych dojazdów
Studenci Clemson University zbudowali Deep Orange 17 wokół prostego założenia: samochód ma codziennie pokonywać trasę między akademikiem a uczelnią i samodzielnie odzyskiwać energię potrzebną do jazdy. Założony dystans wynosi około 19 km dziennie, czyli 9,5 km w jedną stronę.
W takim scenariuszu klasyczne ładowanie z zewnętrznego źródła miało przestać być elementem codziennej eksploatacji. Zamiast tego samochód miał wykorzystywać energię produkowaną przez zamontowane na nim ogniwa fotowoltaiczne.
Sprawdź: Tesla Model Y Long Range RWD zachwyca zużyciem. Na samochód poczekasz do 2027 r.
1781 ogniw fotowoltaicznych na nadwoziu
Projektanci pokryli nadwozie Deep Orange 17 aż 1781 ogniwami fotowoltaicznymi. Produkują one energię zarówno podczas jazdy, jak i na postoju. Dzięki rozwiązaniom opracowanym we współpracy z Instytutem Fraunhofera system ma być w stanie pozyskiwać energię również wtedy, gdy samochód znajduje się w cieniu.
W optymalnych warunkach instalacja może w ciągu jednego słonecznego dnia wyprodukować ilość energii odpowiadającą nawet 50 km zasięgu. Przy założonym dziennym przebiegu 19 km oznaczałoby to zapas energii wystarczający na około 2,5 dnia jazdy.
To właśnie ten wynik robi największe wrażenie. Nie oznacza jednak, że typowy samochód elektryczny po jednym dniu spędzonym na słońcu automatycznie zyska 50 km zasięgu. Deep Orange 17 jest prototypem zaprojektowanym od podstaw pod kątem maksymalnej efektywności.
550 kg masy. Każdy kilogram ma znaczenie
Osiągnięcie takiej efektywności wymagało ograniczenia masy do zaledwie 550 kg. Konstruktorzy wykorzystali między innymi aluminiowe elementy, komponenty z włókna węglowego oraz złączki wykonane w technologii druku 3D.
Samochód korzysta również z rekuperacji oraz inteligentnego zarządzania energią. Wszystkie te rozwiązania mają jeden cel: ograniczyć ilość energii potrzebnej do pokonania każdego kilometra.
Właśnie masa pokazuje największą różnicę między takim prototypem a współczesnym samochodem produkcyjnym. Typowy elektryczny crossover waży znacznie więcej, ma większą baterię, klimatyzację, rozbudowane wyposażenie i musi zapewniać odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Zamontowanie paneli słonecznych na takim aucie nie daje więc automatycznie podobnego efektu.
Czy samochód solarny ma sens w Polsce?
Deep Orange 17 pokazuje, że fotowoltaika może realnie pokrywać zapotrzebowanie samochodu na energię, ale pod bardzo konkretnymi warunkami. Potrzebne są krótkie codzienne trasy, niska masa, wysoka efektywność napędu i odpowiednia ilość słońca.
Prototyp powstał w Karolinie Południowej, gdzie warunki nasłonecznienia są znacznie korzystniejsze niż w wielu częściach Europy. W Polsce uzyski z paneli byłyby bardziej zależne od pory roku, zachmurzenia i długości dnia. Nie oznacza to jednak, że technologia jest bezużyteczna. Każda dodatkowa kilowatogodzina wyprodukowana przez samochód może ograniczać konieczność korzystania z zewnętrznej ładowarki.
Deep Orange 17 nie jest więc zapowiedzią samochodu, który w najbliższych latach zastąpi klasyczne auta elektryczne. To raczej eksperyment pokazujący, jak daleko można przesunąć granice efektywności, gdy konstruktorzy podporządkują cały pojazd produkcji i oszczędzaniu energii.
Przeczytaj: Auta elektryczne nie stracą buspasów. Jest ostateczna decyzja
Rozwój ogniw fotowoltaicznych, magazynów energii i lekkich materiałów może jednak sprawić, że podobne rozwiązania będą z czasem coraz bardziej praktyczne. Na razie największą barierą pozostaje nie sama technologia, lecz konieczność pogodzenia jej z wymaganiami stawianymi współczesnym samochodom produkcyjnym.