Diesel po 0,199 euro wywołał chaos na stacji. Kierowcy ruszyli szturmem po paliwo
Diesel za 0,199 euro za litr sprowokował w Avelengo prawdziwy szturm na stację — właściciel mógł stracić około 10 tys. euro. Błąd pojawił się podczas zdalnej aktualizacji cen: zamiast 1,999 euro wpisano 0,199 euro. Na samoobsługowej stacji nikt nie zablokował sprzedaży, więc kierowcy ustawili się w długich kolejkach i napełniali kanistry. Poniżej szczegóły pomyłki, reakcji kierowców, skali strat oraz konsekwencji prawnych i technicznych.
Do zdarzenia doszło w niewielkiej miejscowości Avelengo w północnych Włoszech, ale informacja o absurdalnie tanim paliwie rozeszła się błyskawicznie. Kierowcy zaczęli przekazywać sobie wiadomości w mediach społecznościowych i komunikatorach, a pod stacją w krótkim czasie ustawiły się długie kolejki samochodów.
Jeden przecinek wywołał chaos na stacji paliw
Źródłem całego zamieszania nie była promocja ani awaria dystrybutorów, lecz błąd podczas zdalnej aktualizacji cen. W centralnym systemie obsługującym samoobsługową stację w Avelengo wpisano 0,199 euro za litr diesla zamiast 1,999 euro.
Przy cenach oleju napędowego we Włoszech sięgających około 2 euro za litr taka stawka wyglądała wręcz niewiarygodnie. Informacja błyskawicznie rozeszła się po okolicy, a kierowcy zaczęli masowo przyjeżdżać na stację.
Jak wyjaśnił Walter Soppera, prezes stowarzyszenia właścicieli stacji paliw w Górnej Adydze, problem dotyczył wyłącznie błędnie wpisanej wartości w systemie cenowym. Ponieważ punkt działał całkowicie samoobsługowo, nikt nie zatrzymał sprzedaży od razu po pojawieniu się nieprawidłowej ceny.
Sprawdź: Nawet 50 gr taniej na litrze. Orlen, BP, Shell i Moya ruszyły z promocjami na paliwo
Kolejki samochodów i kierowcy z kanistrami
Gdy kierowcy zobaczyli diesla po 0,199 euro za litr, reakcja była natychmiastowa. Na stacji szybko ustawiły się długie kolejki samochodów, a wielu klientów przywoziło dodatkowe kanistry, by wykorzystać okazję zanim paliwo się skończy.
Lokalne media opisywały sceny przypominające wyprzedaż towaru pierwszej potrzeby. Burmistrz Avelengo Anna Plank mówiła wręcz o chaosie wokół stacji, bo liczba aut stale rosła, a paliwo znikało ze zbiorników w ekspresowym tempie.
Sytuację dodatkowo pogorszył brak pracowników na miejscu. Stacja działała w pełni automatycznie, więc sprzedaż trwała aż do momentu wykrycia pomyłki i ręcznej korekty ceny.
Straty mogą sięgnąć około 10 tys. euro
Różnica między prawidłową ceną 1,999 euro a błędnie ustawioną stawką była ogromna. Każdy litr sprzedawany był praktycznie po kosztach symbolicznych, dlatego lokalne media szacują, że właściciel stacji mógł stracić około 10 tys. euro.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada jednak, że kosztów nie pokryje sam operator stacji, lecz firma odpowiadająca za centralny system aktualizacji cen. To właśnie tam doszło do błędnego wpisania wartości podczas zdalnej zmiany cennika.
Cała sytuacja pokazuje też słaby punkt nowoczesnych, samoobsługowych stacji paliw. Automatyzacja przyspiesza działanie systemu, ale jeden drobny błąd potrafi wywołać ogromne skutki finansowe w ciągu kilku minut.
Czy kierowcy mogli mieć problemy prawne?
Choć zdjęcia kolejek i kierowców napełniających kanistry wyglądały spektakularnie, eksperci nie mają większych wątpliwości co do odpowiedzialności klientów. Kierowcy tankowali paliwo po oficjalnie wyświetlanej cenie, widocznej na dystrybutorach i w systemie płatności.
Nie doszło więc do obejścia zabezpieczeń ani manipulacji urządzeniami. Klienci korzystali po prostu z ceny udostępnionej przez stację. Z tego powodu ewentualne roszczenia wobec kierowców są mało prawdopodobne.
Odpowiedzialność przesuwa się na operatora systemu cenowego i procedury związane z aktualizacją stawek. To właśnie tam zawiódł najprostszy element całego procesu - jeden źle postawiony przecinek.
Przeczytaj: Globalne zapasy ropy najniższe od 8 lat. Ataki Iranu podbijają ceny
Branża paliwowa mówi o wyjątkowo rzadkiej sytuacji
Przedstawiciele rynku paliw podkreślają, że podobne przypadki należą do absolutnych wyjątków. Nowoczesne systemy zdalnej aktualizacji cen zwykle mają kilka poziomów zabezpieczeń i kontroli poprawności danych.
Incydent z Avelengo pokazał jednak, że nawet zaawansowane systemy mogą zawieść przez prosty błąd człowieka. Możliwe, że po tej sytuacji operatorzy samoobsługowych stacji wprowadzą dodatkowe procedury kontroli cen i mechanizmy awaryjnego blokowania sprzedaży.
Ta historia dobrze pokazuje, jak mocno rynek paliw opiera się dziś na cyfrowych rozwiązaniach - i jak kosztowny potrafi być jeden źle wpisany znak.