Diesel po 8 zł za litr uruchomi reakcję rządu? Jest konkretny scenariusz
Rząd nie wyklucza ponownej ingerencji w ceny paliw, ale tylko w przypadku poważnego kryzysu na rynku ropy. Według Ministerstwa Energii i analityków XTB powrót programu Ceny Paliw Niżej (CPN) byłby rozważany między innymi przy całkowitym zablokowaniu Cieśniny Ormuz. Eksperci wskazują też, że granicą społecznej akceptacji może być diesel kosztujący około 8 zł za litr. Ponowne uruchomienie programu oznaczałoby jednak dla budżetu wydatek rzędu kilku miliardów złotych.
Program Ceny Paliw Niżej nie wróci w zwykłych warunkach rynkowych. Rząd traktuje go jako rozwiązanie awaryjne, które mogłoby zostać wykorzystane dopiero wtedy, gdy ceny ropy i paliw zaczęłyby mocno uderzać w kierowców oraz gospodarkę.
Jednym z najbardziej skrajnych scenariuszy byłaby całkowita blokada Cieśniny Ormuz, przez którą transportowana jest duża część światowej ropy. Taki rozwój wydarzeń mógłby ponownie wywindować ceny surowca do poziomów obserwowanych w marcu i kwietniu.
Cena diesla około 8 zł może stać się granicą
Do możliwości powrotu programu odnieśli się minister energii Motyka oraz Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Minister ocenił, że reaktywacja CPN w normalnej sytuacji jest mało prawdopodobna, ale państwo musi pozostawić sobie możliwość działania w przypadku poważnego kryzysu. Z kolei analityk XTB wskazał, że całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz byłoby jednym z czynników, które mogłyby wymusić ponowną reakcję.
Sprawdź: Po 100 tys. km sprawdzili baterie. Tesla przegrała z Kią i Hyundaiem
Eksperci zwracają również uwagę na tak zwany próg bólu kierowców. Według analiz XTB granicą społecznej akceptacji może być cena diesla zbliżająca się do 8 zł za litr.
Poprzednia odsłona programu była kosztowna. Jej funkcjonowanie oznaczało obciążenie budżetu państwa na poziomie około 5 mld zł.
Ropa drożeje, ale rynek nie mówi jeszcze o panice
Obecna sytuacja na rynku paliw jest efektem napięć geopolitycznych, ale nie przypomina jeszcze scenariusza kryzysowego.
Cena ropy Brent wzrosła do około 87,5 dolara za baryłkę, podczas gdy na początku lipca wynosiła około 70 dolarów. W przeliczeniu na złotówki oznacza to wzrost kosztu baryłki do około 325 zł. Dla porównania, w marcu notowania zbliżały się do poziomu 450 zł.
Kluczowe znaczenie ma sytuacja wokół Cieśniny Ormuz. Dopóki transport ropy odbywa się bez większych zakłóceń, inwestorzy nie zakładają gwałtownego wzrostu cen powyżej 100 dolarów za baryłkę.
Rząd rozważa tańsze rozwiązania niż dopłaty
Ministerstwo Energii sygnalizuje, że w pierwszej kolejności mogą być brane pod uwagę mniej kosztowne mechanizmy niż pełny powrót dopłat do paliw.
Wśród możliwych rozwiązań pojawiają się między innymi zmiany dotyczące sposobu reagowania stacji paliw na wahania cen ropy, tak aby obniżki były szybciej przenoszone na kierowców. Rozważane są także czasowe korekty podatkowe, takie jak zmiana akcyzy lub stawki VAT.
Zobacz również: Apteczka obowiązkowa w autach od 2027 r. Wiadomo, kogo obejmą nowe przepisy
Na razie program Ceny Paliw Niżej pozostaje więc planem awaryjnym. Jeśli jednak ceny paliw ponownie mocno wzrosną, a diesel przekroczy psychologiczną granicę około 8 zł za litr, temat państwowej interwencji może szybko wrócić do debaty publicznej.