Dlaczego Stellantis szuka partnera z Chin? Nadmiar mocy produkcyjnych w Europie
Stellantis mierzy się z klasycznym problemem nadmiaru mocy produkcyjnych w Europie. Popyt na auta nie wrócił do poziomów sprzed pandemii, a koncern ma nadwyżkę odpowiadającą czterem fabrykom. Na stole leżą scenariusze sprzedaży lub współdzielenia czterech lokalizacji, w tym w Rennes, Madrycie i Cassino. Decyzje mają zapaść podczas zapowiedzianego na przyszły miesiąc spotkania z inwestorami, a chińscy partnerzy, tacy jak Dongfeng, widzą w tym szansę na stabilne obłożenie i wzmocnienie dostaw.
Stellantis mierzy się dziś z klasycznym problemem dużych producentów: w Europie ma około 20 fabryk, a popyt na auta wciąż nie wrócił do poziomów sprzed pandemii. W efekcie część zakładów pracuje poniżej możliwości, a nadwyżka mocy odpowiada mniej więcej czterem fabrykom. To konkretny, policzalny problem. Dlatego na stole leżą scenariusze sprzedaży lub współdzielenia czterech lokalizacji, w tym w Rennes, Madrycie i Cassino. Celem jest zagospodarowanie niewykorzystanej infrastruktury i uniknięcie zamknięć. Taki ruch uderzyłby w miejsca pracy oraz lokalnych dostawców, a skala efektu domina byłaby znaczna. Współdzielenie linii może przynieść obopólne korzyści: lepsze wykorzystanie parku maszynowego w zamian za dostęp do nowych technologii.
Chińscy partnerzy wpisują się w tę układankę z kilku powodów. Dongfeng, który niedawno odwiedził zakłady we Francji i Hiszpanii, a także obiekty we Włoszech i Niemczech, ma z grupą doświadczenia z wcześniejszego joint venture w Chinach. Co więcej, producenci z Państwa Środka też cierpią na nadmiar mocy, bo tamtejsze fabryki mogą wytwarzać nawet 50 mln samochodów rocznie, więc szukają sposobów na stabilniejsze obłożenie i ekspansję. Produkcja w Europie pomaga im też ominąć karne cła UE i z czasem oferować auta spełniające założenia made in Europe. Nie chodzi przy tym wyłącznie o jednego gracza. Inni chińscy producenci również sondują możliwości, a Stellantis nie wyklucza kilku równoległych umów. Szczegóły mogą przesądzić o przyszłości całych ekosystemów dostawczych, a pierwsze decyzje mają zostać ujawnione podczas spotkania z inwestorami w przyszłym miesiącu.
Stellantis rozważa zmiany w Europie. Na liście Rennes, Madryt i Cassino
Nieoficjalne informacje wskazują, że Stellantis analizuje restrukturyzację części swojej europejskiej bazy produkcyjnej. Pod uwagę brane są trzy zakłady: Rennes we Francji, Madryt w Hiszpanii oraz Cassino we Włoszech. Celem ma być ograniczenie nadwyżki mocy produkcyjnych, która w skali kontynentu odpowiada nawet kilku fabrykom.
W tle pojawia się również scenariusz sprzedaży lub współdzielenia wybranych zakładów z partnerami z Chin, w pierwszej kolejności z Dongfeng. Wizyta przedstawicieli chińskiego koncernu nie ograniczała się jednak do jednego kraju – obejmowała również Niemcy i Włochy, co sugeruje, że lista analizowanych lokalizacji może być szersza niż pierwotnie zakładano.
Przeczytaj: Stellantis kończy erę klonów. Marki odzyskają własny charakter i styl
Nadwyżka mocy i presja na restrukturyzację
Skala wyzwania jest znacząca. Stellantis posiada w Europie około 20 zakładów produkcyjnych, a nadwyżka mocy odpowiada mniej więcej czterem z nich. To właśnie ta luka ma być kluczowym argumentem za zmianami w strukturze produkcji.
Koncern nie chce jednak iść w stronę prostych zamknięć. W grę wchodzą modele współdzielenia produkcji, wejścia partnerów kapitałowych lub częściowa sprzedaż aktywów – rozwiązania, które pozwoliłyby utrzymać aktywność zakładów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów stałych.
Chiny wchodzą do gry: Dongfeng i potencjalni partnerzy
Dla chińskich producentów europejskie fabryki to przede wszystkim sposób na obejście ceł i skrócenie łańcuchów dostaw. Produkcja lokalna pozwala też budować wizerunek aut „made in Europe”, co ma rosnące znaczenie w segmencie niskoemisyjnych modeli.
Najbardziej zaawansowane rozmowy dotyczą Dongfeng, ale Stellantis nie wyklucza współpracy z innymi partnerami z Chin. W praktyce może to oznaczać kilka równoległych porozumień, dopasowanych do poszczególnych zakładów i rynków.
Presja społeczna i polityczna rośnie
Każdy z potencjalnych scenariuszy niesie istotne konsekwencje społeczne. Koncern deklaruje, że chce uniknąć zamknięć fabryk, ponieważ wiązałyby się one z redukcją zatrudnienia i osłabieniem lokalnych łańcuchów dostaw.
Szczególnie wrażliwym przykładem jest zakład w Poissy, gdzie produkcja samochodów ma zostać wygaszona po 2028 roku. Decyzja już teraz wywołuje sprzeciw związków zawodowych oraz niepokój wśród dostawców takich jak Lear, Forvia czy OPmobility.
We Francji temat może stać się elementem debaty politycznej przed wyborami, natomiast we Włoszech rząd sygnalizuje większą otwartość na inwestorów, o ile produkcja pozostanie lokalna.
Sprawdź: Chińskie auta przejmują rynek. Europejscy producenci tracą pozycję
Co dalej ze Stellantis? Kluczowe decyzje wkrótce
Kolejnym punktem zwrotnym będzie spotkanie Stellantisa z inwestorami, zapowiedziane na przyszły miesiąc. To wtedy mają zostać przedstawione szczegóły nowej strategii i ewentualne decyzje dotyczące przyszłości wybranych fabryk.
Na stole wciąż pozostają dwa główne scenariusze: częściowa sprzedaż zakładów lub ich współdzielenie z partnerami z Chin. Każdy z nich ma na celu redukcję nadwyżki mocy produkcyjnych i poprawę efektywności europejskiej sieci Stellantisa.
Szukasz nowego samochodu w leasingu? Poznaj ofertę Superauto.pl
Ostateczny kształt zmian będzie miał znaczenie nie tylko dla bilansu koncernu, ale też dla rynku pracy i całych regionów silnie związanych z motoryzacją. Decyzje mogą więc stać się jednym z najważniejszych punktów w europejskiej debacie o przyszłości przemysłu samochodowego.