Jeden znak blokuje nowe mandaty na autostradach. Fotoradar już ma tę funkcję
Jazda kilka metrów za poprzedzającym samochodem może skończyć się mandatem, ale dziś kierowca ma niewiele powodów, by obawiać się takiej kontroli. Przepisy wymagają na autostradach i drogach ekspresowych zachowania odstępu równego co najmniej połowie prędkości.
Problemem nie jest jednak brak technologii. Fotoradary używane w Polsce potrafią mierzyć odległość między pojazdami, ale system nie może jeszcze skutecznie wykorzystywać tej funkcji. Brakuje odpowiedniego oznakowania i podstaw prawnych do automatycznej kontroli.
Jazda na zderzaku zwiększa ryzyko wypadku
Jazda na zderzaku nie jest tylko irytującym zachowaniem. Od 2021 roku przepisy jasno określają minimalny odstęp na autostradach i drogach ekspresowych. Powinien on wynosić połowę prędkości wyrażonej w kilometrach na godzinę. Kierowca jadący 100 km/h powinien więc zachować co najmniej 50 metrów odstępu od poprzedzającego samochodu.
W praktyce szczególnie na lewym pasie ten wymóg często pozostaje teorią. Kilka sekund jazdy może wystarczyć, aby w lusterku pojawiły się reflektory, a chwilę później niemal cały samochód jadący tuż za nami. Skracanie odstępu nie przyspiesza jednak podróży. Przede wszystkim zmniejsza czas na reakcję i zwiększa ryzyko poważnego wypadku.
Policjanci kontrolują przestrzeganie tego przepisu głównie z wiaduktów i innych miejsc, z których mogą obserwować drogę. Funkcjonariusz musi sam ocenić sytuację i ustalić, czy zachowana odległość jest odpowiednia. Taki sposób działania wymaga czasu, odpowiedniego miejsca oraz zaangażowania policji.
Przeczytaj: Polacy popierają fotoradary. Ten argument przekonuje większość kierowców
Na sieci autostrad i dróg ekspresowych trudno w ten sposób prowadzić systematyczną kontrolę. Przepis istnieje, ale jego egzekwowanie pozostaje ograniczone możliwościami funkcjonariuszy.
Fotoradary potrafią mierzyć odstęp między samochodami
Technologiczne rozwiązanie problemu już istnieje. W propozycji przygotowanej dla resortu przez Instytut Badawczy Dróg i Mostów przewidziano znak D-124c z napisem „Kontrola odległości”. Jego zadaniem byłoby poinformowanie kierowcy, że w dalszej części drogi prowadzony jest automatyczny pomiar odstępu między pojazdami.
Na autostradach i drogach ekspresowych znak miałby pojawiać się 500–700 metrów przed punktem pomiaru. Nie byłaby to więc zwykła tablica przypominająca o konieczności zachowania bezpiecznej odległości. Jej wprowadzenie stworzyłoby podstawę do wykorzystania urządzeń do automatycznej kontroli.
Fotoradar mógłby wtedy sprawdzać nie tylko prędkość, lecz także to, czy samochody jadą w odpowiedniej odległości od siebie. Co ważne, technologia potrzebna do takiego pomiaru już znajduje się przy polskich drogach.
W Polsce działa blisko 150 urządzeń MESTA Fusion RN, które potrafią mierzyć odstęp między pojazdami. Obecnie służby wykorzystują je jednak przede wszystkim do kontroli prędkości.
Jeden znak blokuje wykorzystanie gotowej technologii
Sytuacja jest więc dość nietypowa. Przepis dotyczący minimalnego odstępu obowiązuje, urządzenia mają odpowiednie możliwości, a mimo to kierowcy nie są objęci powszechną automatyczną kontrolą tego obowiązku.
Barierą pozostaje przede wszystkim brak odpowiedniego oznakowania oraz regulacji pozwalających na uruchomienie takiego systemu. Wprowadzenie znaku D-124c mogłoby być jednym z elementów potrzebnych do wykorzystania istniejącej infrastruktury.
Na znak D-124c trzeba jeszcze poczekać
Znak D-124c nie jest obecnie elementem obowiązującego systemu oznakowania. Został opisany w 288-stronicowej wstępnej propozycji wymagań przygotowanej w kwietniu 2026 roku. Dokument dotyczy zmian, które powinny znaleźć się w nowym rozporządzeniu regulującym znaki, sygnały i urządzenia bezpieczeństwa ruchu.
Sam dokument nie oznacza jednak, że nowe tablice wkrótce pojawią się na drogach. Wykaz prac legislacyjnych obejmuje przygotowanie nowego, scalonego rozporządzenia, a resort zakłada, że prace nad zmianą przepisów dotyczących oznakowania zakończą się do końca 2028 roku.
To oznacza potencjalnie jeszcze długi okres oczekiwania na rozwiązanie, które zostało już opisane i może współpracować z istniejącymi urządzeniami. W tym czasie kontrola odstępu będzie nadal zależała głównie od tego, czy policjanci pojawią się w konkretnym miejscu.
Zmiana przepisów mogłaby uruchomić automatyczną kontrolę
Przygotowanie całego nowego systemu oznakowania wymaga czasu, ale w tym przypadku nie trzeba budować infrastruktury od podstaw. Urządzenia pomiarowe już istnieją, a obowiązek zachowania odstępu jest zapisany w przepisach. Brakuje przede wszystkim formalnych warunków pozwalających wykorzystać możliwości sprzętu.
Możliwe byłoby również rozdzielenie zmian na etapy. Najpierw można wprowadzić znak D-124c i stworzyć podstawę do automatycznej kontroli odstępu, a pozostałe elementy nowych regulacji dopracowywać później.
Sprawdź: Nowe fotoradary AI wyłapią kierowców w sekundę. Jeden błąd kosztuje ponad 1700 zł
Takie rozwiązanie pozwoliłoby wykorzystać urządzenia MESTA Fusion RN również do kontroli odległości między samochodami. Dla kierowców oznaczałoby to coś więcej niż kolejną formę kontroli — automatyczny system mógłby zwiększyć realną skuteczność przepisu, który dziś jest trudny do egzekwowania na dużą skalę.
Na razie kierowcom pozostaje więc przede wszystkim zachowywanie odpowiedniego odstępu i liczenie na to, że inni uczestnicy ruchu będą robić to samo. Technologia pozwalająca kontrolować odległość już istnieje, ale bez odpowiednich przepisów i oznakowania nie może zostać w pełni wykorzystana.
Automatyczny pomiar odstępu może w przyszłości stać się ważnym uzupełnieniem kontroli prędkości na autostradach i drogach ekspresowych. Na razie o jego wprowadzeniu decyduje nie technologia, lecz tempo prac nad przepisami.