Miał zapłacić 9,6 tys. zł za brak OC. UFG wycofał karę po interwencji RPO
UFG umorzył 9 610 zł opłaty karnej dopiero po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich — sprawa dotyczy samochodu zatrzymanego przez niemiecką policję i sprzedanego na licytacji. Fundusz naliczał karę, bo formalnie właściciel pozostawał w rejestrze i nie było ciągłości OC, choć fizycznie auta już nie miał.
Wyjaśnienie sytuacji wymagało dokumentu z Niemiec i sygnału od RPO, a sprawa pokazuje, jak niewielka luka formalna może kosztować kierowcę kilka tysięcy złotych. To także sygnał, że orzecznictwo i interwencje mogą otwierać drogę do obrony przed decyzjami Funduszu.
UFG umorzył karę 9 610 zł po interwencji RPO
Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wycofał się z nałożonej kary za brak OC dopiero po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich. Chodziło o opłatę w wysokości 9 610 zł naliczoną właścicielowi samochodu, który wcześniej został zatrzymany przez niemiecką policję, odholowany, a następnie sprzedany na licytacji.
Fundusz uznał początkowo, że skoro pojazd formalnie nadal figurował przy właścicielu, ciążył na nim obowiązek utrzymania ciągłości ubezpieczenia OC. Dopiero po interwencji RPO i uzyskaniu dokumentów od niemieckiej policji potwierdzających sprzedaż auta w marcu 2024 roku UFG zmienił stanowisko. Postępowanie zostało umorzone, a Fundusz przeprosił za zwłokę.
Sprawa pokazuje, jak restrykcyjnie działa system kar za brak OC. Dla UFG kluczowe znaczenie ma formalny status pojazdu i polisy, a nie to, czy samochód faktycznie pozostaje w posiadaniu właściciela lub uczestniczy w ruchu drogowym.
Sprawdź: Czy OC i AC to legalna zmowa cenowa? Sprawdzamy, dlaczego portfele kierowców chudną w 2026 roku
Jak UFG nalicza kary za brak OC?
Mechanizm jest prosty - liczy się ciągłość ubezpieczenia. Jeśli zarejestrowany pojazd nie ma ważnej polisy OC, Fundusz automatycznie nalicza opłatę karną.
W 2026 roku dla samochodów osobowych obowiązują trzy progi:
- do 3 dni przerwy - 1 920 zł,
- od 4 do 14 dni - 4 810 zł,
- powyżej 14 dni - 9 610 zł.
Wysokość kary wynika z płacy minimalnej wynoszącej 4 806 zł. Przy najdłuższej przerwie sankcja odpowiada jej dwukrotności.
Przypadek samochodu sprzedanego przez niemiecką policję pokazuje jednak słabość systemu. Mimo że właściciel nie miał już auta, formalnie nadal widniał jako jego posiadacz. To wystarczyło, aby UFG wszczął postępowanie i naliczył karę.
Trzy sprawy, trzy różne decyzje
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich opisało kilka podobnych przypadków, które zakończyły się zupełnie inaczej.
W pierwszej sprawie chodziło właśnie o samochód zatrzymany i sprzedany przez niemiecką policję. Po interwencji RPO kara została całkowicie anulowana.
Drugi przypadek dotyczył kierowcy, który kupił auto z dokumentami sugerującymi, że posiada ono ważne OC. Dopiero później okazało się, że polisa nie obowiązywała. UFG naliczył karę, ale po interwencji RPO umorzył należność.
Najbardziej skomplikowana była sprawa współwłaścicielki pojazdu, którego sprzedał były mąż bez jej wiedzy. Kobieta została obciążona karami sięgającymi kilku tysięcy złotych. W tym przypadku Fundusz nie zgodził się na umorzenie i jedynie rozłożył należność na raty.
Przykłady pokazują, że podobne sytuacje mogą kończyć się zupełnie różnymi decyzjami, a kluczowe znaczenie ma dokumentacja potwierdzająca przebieg zdarzeń.
Odpowiedzialność jest niemal bezwzględna
Przepisy dotyczące OC należą do najbardziej rygorystycznych w polskim systemie prawnym. UFG nie analizuje przyczyn przerwy w ubezpieczeniu. Nie ma znaczenia choroba właściciela, błąd ubezpieczyciela, problemy formalne czy nawet utrata faktycznej kontroli nad pojazdem.
Liczy się wyłącznie jedno - czy zarejestrowany samochód miał zachowaną ciągłość OC.
Dlatego nawet pojazd stojący od miesięcy na parkingu lub przejęty przez inną osobę może stać się podstawą do naliczenia wysokiej opłaty.
NSA otworzył kierowcom nową drogę obrony
Przez lata kierowcy mieli bardzo ograniczone możliwości kwestionowania decyzji UFG. Sytuację zmieniło orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego z 25 marca 2026 roku.
NSA uznał, że opłaty nakładane przez Fundusz mają charakter publicznoprawny, a osoby objęte postępowaniem powinny korzystać z pełnych gwarancji proceduralnych. W praktyce oznacza to większą możliwość podważania decyzji i kierowania sporów na drogę sądową.
Przeczytaj: Sprzedałeś auto? Zgłoś to od razu. Inaczej zapłacisz karę i stracisz pieniądze
Dla kierowców to ważna zmiana. Dotychczas często pozostawała jedynie prośba o umorzenie lub rozłożenie należności na raty. Teraz pojawia się realna szansa na skuteczne kwestionowanie decyzji, jeśli kara została naliczona na podstawie niepełnych lub błędnych informacji.
Sprawa anulowanej opłaty 9 610 zł pokazuje, że jeden dokument potwierdzający sprzedaż lub utratę pojazdu może przesądzić o wyniku całego postępowania. Dlatego w sporach z UFG najważniejsze pozostaje gromadzenie dowodów i szybkie reagowanie na wezwania Funduszu.