Ceny paliw pod presją. Rząd chce zmusić koncerny do szybszych obniżek
Nocny skok cen po wyłączeniu mechanizmu osłonowego pokazał, jak szybko koszty surowca trafiają na pylony: benzyna 95 podeszła do około 6,80 zł za litr, a diesel miejscami podrożał nawet o złotówkę na litrze.
Trzy miesiące subsydiowania stacji kosztowały budżet ok. 4,7 mld zł, a po północy z 30 czerwca na 1 lipca rząd odłączył ten mechanizm. Minister Miłosz Motyka proponuje teraz narzędzia prawne, które mają wymuszać szybsze obniżki cen, a równolegle rozważa podatek od nadzwyczajnych zysków. Stawka dotyczy nie tylko kwot na dystrybutorze, lecz także kondycji budżetu i przyszłego modelu regulacji rynku paliw.
Rząd chce wymusić szybsze obniżki paliw. Po nocnym skoku cen szykuje nowe przepisy
Noc z 30 czerwca na 1 lipca przyniosła gwałtowny wzrost cen paliw. Po zakończeniu trzymiesięcznego programu osłonowego kierowcy niemal od razu zobaczyli wyższe stawki na pylonach. Benzyna 95 kosztowała około 6,80 zł za litr, a diesel na części stacji podrożał nawet o złotówkę.
To efekt wygaśnięcia mechanizmu, który obejmował obniżony VAT, niższą akcyzę oraz maksymalne ceny paliw ustalane przez państwo. Przez trzy miesiące ceny były częściowo utrzymywane administracyjnie, a koszt programu wyniósł około 4,7 mld zł.
Jeszcze przed północą przed wieloma stacjami ustawiały się kolejki kierowców chcących zatankować po niższych cenach. Gdy program przestał obowiązywać, rynek błyskawicznie wrócił do poziomów wynikających z realnych kosztów.
Sprawdź: Masz taki silnik? Mokry pasek rozrządu może zniszczyć go bez ostrzeżenia
Minister chce skończyć z "asymetrią cen"
Zdaniem ministra klimatu i środowiska Miłosz Motyka największym problemem nie jest sam wzrost cen, lecz sposób, w jaki reagują koncerny paliwowe.
Według resortu podwyżki pojawiają się na stacjach niemal natychmiast po wzroście cen ropy lub kosztów zakupu paliw. Gdy sytuacja na rynku się poprawia, obniżki docierają do kierowców znacznie wolniej.
To właśnie tę różnicę rząd chce ograniczyć nowymi przepisami.
Nowe przepisy mają przyspieszyć obniżki
Minister zapowiedział przygotowanie mechanizmu prawnego, który ma zmotywować koncerny do szybszego przenoszenia spadków cen hurtowych na ceny detaliczne.
Na razie nie przedstawiono szczegółów projektu, jednak założenie jest jasne - jeśli ceny paliw mogą szybko rosnąć, równie szybko powinny spadać.
Rząd przekonuje, że obecny model działania rynku nie jest korzystny dla kierowców i wymaga większej przejrzystości.
Wraca także pomysł podatku od nadzwyczajnych zysków
Równolegle analizowany jest powrót do koncepcji podatku od nadzwyczajnych zysków osiąganych przez koncerny paliwowe.
Według zapowiedzi dodatkowe wpływy mogłyby zasilić budżet państwa, a jednocześnie ograniczyć sytuacje, w których firmy korzystają z wyjątkowo wysokich marż w okresach gwałtownych zmian cen.
Na razie nie wiadomo jednak, kiedy projekt miałby trafić do Sejmu ani jakie stawki podatku byłyby brane pod uwagę.
Przeczytaj: Niespodziewany zwrot. Używane elektryki drożeją, a diesle i benzyniaki tracą na wartości
Co to oznacza dla kierowców?
Na razie kierowcy odczuli przede wszystkim skutki zakończenia programu osłonowego. Ceny paliw szybko wróciły do poziomów rynkowych, a rząd zapowiada kolejną próbę ingerencji w sposób ich kształtowania.
Jeżeli nowe przepisy zostaną przyjęte, koncerny mogłyby zostać zobowiązane do szybszego obniżania cen po spadkach notowań ropy i paliw na rynku hurtowym. Nie wiadomo jednak, czy takie rozwiązanie rzeczywiście przełoży się na niższe ceny na stacjach, czy jedynie zmieni zasady funkcjonowania rynku.