Fabryki samochodów zmieniają profil. Europejska motoryzacja wchodzi w sektor obronny
Europejskie fabryki samochodów coraz częściej pracują poniżej swoich możliwości, choć ich utrzymanie nadal kosztuje miliardy euro. Producenci i dostawcy części szukają więc zamówień poza tradycyjnym rynkiem, a jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków staje się sektor obronny.
Strategia dual-use pozwala wykorzystać istniejące maszyny, technologie i kompetencje bez budowania całego zaplecza od podstaw. Dla firm zmagających się ze spadkiem rentowności może to być sposób na przetrwanie kosztownej transformacji.
Europejskie fabryki samochodów szukają nowych zamówień
Europejska motoryzacja mierzy się dziś z kilkoma problemami jednocześnie. Fabryki samochodów coraz częściej pracują poniżej swoich możliwości, a koszty utrzymania zakładów pozostają bardzo wysokie. Na kondycję producentów i dostawców wpływają m.in. zmieniający się popyt, rosnące koszty działalności oraz ekspansja chińskich marek.
Firmy muszą jednocześnie finansować przejście na elektromobilność i dostosowywać się do coraz bardziej wymagających regulacji dotyczących emisji. Przy mniejszym wykorzystaniu mocy produkcyjnych oznacza to coraz trudniejsze warunki prowadzenia biznesu.
Dla producentów i dostawców części rozwiązaniem staje się więc dywersyfikacja działalności. Aż 73 proc. przedsiębiorstw z branży zmieniło już swoje portfolio, aby zwiększyć odporność biznesową. W praktyce oznacza to wejście do nowych sektorów, koncentrację na najbardziej rentownych produktach oraz poszukiwanie innych zastosowań dla technologii rozwijanych pierwotnie z myślą o samochodach.
Sprawdź: Dongfeng wyda miliardy na nowe fabryki. W Chinach powstaną Peugeoty i Jeepy
Fabryki samochodowe mogą produkować dla wojska
Jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków jest dziś sektor obronny. W tym przypadku szczególne znaczenie ma strategia dual-use, czyli wykorzystanie tych samych technologii, maszyn i kompetencji zarówno w produkcji cywilnej, jak i wojskowej.
Dla firm motoryzacyjnych może to być sposób na zagospodarowanie niewykorzystanych mocy produkcyjnych bez kosztownego budowania nowych zakładów. Istniejące linie, obrabiarki, laboratoria i doświadczenie pracowników mogą zostać wykorzystane także przy realizacji zamówień dla przemysłu obronnego.
Przykładem jest WUZETEM, firma znana z produkcji rozpylaczy, wtryskiwaczy oraz elementów tłoczących dla motoryzacji, rolnictwa i przemysłu ciężkiego. Przedsiębiorstwo produkuje już elementy zapalników do pocisków artyleryjskich, wykorzystując kompetencje rozwijane wcześniej na potrzeby przemysłu cywilnego.
Obronność przyciąga miliardy złotych
Rosnące wydatki na obronność tworzą dla przemysłu dodatkową przestrzeń do rozwoju. Według danych CLEPA 76 proc. dostawców części spodziewa się w 2026 roku rentowności poniżej 5 proc. To poziom uznawany za minimum potrzebne do dalszego rozwoju i inwestycji.
Na tym tle zamówienia z sektora obronnego mogą stać się dla części firm czymś więcej niż dodatkowym źródłem przychodów. Polska planuje przeznaczyć w 2026 roku na obronność 200,1 mld zł, czyli około 4,8 proc. PKB. Dla przedsiębiorstw posiadających odpowiednie zaplecze technologiczne oznacza to możliwość wejścia na rynek, który będzie potrzebował coraz większych mocy produkcyjnych.
Dodatkowym impulsem ma być Program Rozwoju Inwestycji w Polskiej Gospodarce do 2035 roku, którego wartość wynosi 4,5 mld zł. Przemysł obronny został w nim wskazany jako sektor strategiczny. Firmy realizujące inwestycje w tym obszarze mogą dzięki temu ubiegać się o wyższy poziom dofinansowania niż w przypadku projektów przeznaczonych wyłącznie na rynek cywilny.
Zamiast części samochodowych mogą powstawać komponenty dla dronów i wojska
WUZETEM pokazuje, jak w praktyce może wyglądać przejście części produkcji z automotive do sektora obronnego. Firma dysponuje wolnymi mocami produkcyjnymi oraz zapleczem technologicznym i laboratoryjnym, które może wykorzystać przy realizacji zadań dla przedsiębiorstw zbrojeniowych.
Nie oznacza to jednak całkowitego odejścia od motoryzacji. Model dual-use zakłada raczej wykorzystanie tych samych kompetencji w kilku różnych sektorach. Dla producentów części może to być sposób na rozłożenie ryzyka i lepsze wykorzystanie kosztownego zaplecza.
W praktyce fabryka, która nie ma wystarczającej liczby zamówień motoryzacyjnych, nie musi od razu ograniczać działalności ani zamykać części zakładu. Może wykorzystać dostępne moce przy produkcji dla innych branż, o ile posiada odpowiednie technologie i spełnia wymagania dotyczące takich zamówień.
Europejska motoryzacja szuka sposobu na przetrwanie transformacji
Wejście przemysłu motoryzacyjnego w sektor obronny nie rozwiąże wszystkich problemów europejskiej branży. Może jednak pomóc firmom, które zmagają się z niskim wykorzystaniem fabryk, rosnącymi kosztami i koniecznością inwestowania w nowe technologie.
Przeczytaj: Historyczny wynik fabryki w Tychach. Wyprodukowano już 500 tys. samochodów
Dywersyfikacja pozwala jednocześnie zachować istniejące zakłady, wykorzystać kompetencje pracowników i ograniczyć ryzyko uzależnienia od jednego rynku. W czasach transformacji motoryzacji może to mieć znaczenie nie tylko dla samych producentów, lecz także dla tysięcy miejsc pracy.
Fabryki samochodów coraz częściej będą więc musiały produkować więcej niż tylko samochody. Zamówienia z sektora obronnego mogą zapewnić części europejskiego przemysłu stabilniejsze obciążenie i środki na dalsze inwestycje. To kolejny przykład tego, jak technologie rozwijane dla motoryzacji zaczynają znajdować zastosowanie także poza samochodami.