Odcinkowy pomiar prędkości na A6 pod lupą. Wyniki zaskoczyły kierowców
Dokument opublikowany przez doradcę prezydenta pokazuje, że odcinkowy pomiar na A6 wskazał średnią prędkość 97 km/h. Prosty rachunek czasu i dystansu daje jednak 89,58 km/h lub 90,26 km/h, zależnie od przyjętego kilometrażu. CANARD wyłączył urządzenie i wstrzymał procedury w sprawie zarejestrowanych wykroczeń.
Różnica między danymi z urządzenia a wynikiem prostego przeliczenia wzbudziła wątpliwości co do poprawności pomiaru. W praktyce chodzi o niespójność, która może wynikać zarówno z przyjętej metodologii liczenia odcinka, jak i z interpretacji momentów wjazdu i zjazdu z pomiaru.
CANARD WYŁĄCZA ODCINKOWY POMIAR PRĘDKOŚCI
Dokument opublikowany przez Alvina Gajadhura, doradcę prezydenta RP, wskazuje, że odcinkowy pomiar prędkości na A6 między węzłami Rześnica i Szczecin Dąbie mógł działać nieprawidłowo. System przypisał ciężarówce Volvo średnią prędkość 97 km/h, choć – jak wynika z prostego przeliczenia czasu i dystansu – rzeczywisty wynik powinien być niższy.
W efekcie CANARD wyłączył urządzenie i wstrzymał procedury dotyczące wykroczeń zarejestrowanych w analizowanym okresie.
Rozbieżności w danych: 97 km/h kontra 89–90 km/h
Z dokumentu wynika, że przejazd trwał od 19:23:48 do 19:26:05, czyli 137 sekund. Przy długości odcinka 3409 metrów daje to średnią prędkość 89,58 km/h, a nie 97 km/h wskazane przez system.
Przeczytaj: Nowe systemy OPP na polskich drogach. Co nas czeka w 2026 roku?
Co więcej, w dokumencie pojawia się kolejna niespójność. Z kilometrażu wynika, że pomiar obejmował 24,710 km–28,145 km, czyli 3435 metrów. Przy takim dystansie średnia prędkość wyniosłaby około 90,26 km/h – nadal znacznie mniej niż wskazanie urządzenia.
Różnice nie zmieniają faktu, że kierowca przekroczył limit 80 km/h, ale podważają zgodność działania systemu z deklarowanym sposobem pomiaru.
CANARD reaguje: urządzenie wyłączone, procedury wstrzymane
Po ujawnieniu nieprawidłowości CANARD zdecydował o wyłączeniu systemu i wstrzymaniu postępowań dotyczących wykroczeń zarejestrowanych w spornym czasie.
To kluczowa decyzja, ponieważ odcinkowy pomiar prędkości stanowi podstawę automatycznych mandatów. Jeśli dane wejściowe są błędne, każda sprawa wymaga ponownej weryfikacji.
Na ten moment nie podano, ilu kierowców może dotyczyć problem ani co stanie się z już wystawionymi mandatami.
Jak działał pomiar i gdzie pojawił się problem?
Odcinkowy pomiar prędkości opiera się na prostym mechanizmie: system zapisuje czas wjazdu i wyjazdu, a następnie dzieli długość odcinka przez czas przejazdu.
W tym przypadku dane wejściowe były niespójne:
- czas przejazdu: 137 sekund
- długość odcinka: 3409 m (w systemie) lub 3435 m (z dokumentu)
W żadnym wariancie wynik nie osiąga 97 km/h. Różnica wynosi ponad 7 km/h względem wyliczeń, co przy automatycznym systemie pomiarowym ma znaczenie proceduralne.
Co dalej z mandatami i systemem?
Największą niewiadomą pozostaje status spraw już wszczętych. CANARD nie podał jeszcze, czy mandaty zostaną anulowane, czy wymagają ponownego przeliczenia.
Sprawa z A6 pokazuje jednak szerszy problem: wiarygodność systemów automatycznego nadzoru drogowego opiera się na precyzji danych. Nawet niewielkie rozbieżności w kilometrażu lub czasie mogą wpływać na końcowy wynik.
Dlatego decyzja o wyłączeniu urządzenia i wstrzymaniu procedur sugeruje, że sprawa będzie jeszcze szczegółowo analizowana.
Sprawdź: Mandaty 2026: fotoradar, odcinkowy pomiar i ręczne kontrole. Jak działa „tolerancja” policji?
Sprawa A6 może mieć większe znaczenie
Choć dotyczy jednego odcinka, przypadek z A6 może stać się ważnym testem dla całego systemu odcinkowych pomiarów prędkości w Polsce. Kluczowe będzie wyjaśnienie, czy błąd miał charakter incydentalny, czy systemowy.
Dla kierowców to przede wszystkim sygnał, że nawet automatyczne pomiary nie są wolne od weryfikacji i mogą zostać zakwestionowane, jeśli dane nie są spójne.