Unia szykuje nową kategorię samochodów. Elektryki do 4,2 m mogą być znacznie tańsze
Małe samochody elektryczne mogą wkrótce zyskać w Europie zupełnie nowe możliwości. Unia Europejska pracuje nad kategorią M1E, która ma objąć auta elektryczne o długości do 4,2 m produkowane na terenie Wspólnoty.
Nowe zasady mogłyby ułatwić producentom wprowadzanie na rynek tańszych modeli miejskich. Na razie szczegóły regulacji nie są jednak przesądzone.
Nowa kategoria M1E ma objąć małe samochody elektryczne
Pomysł stworzenia kategorii M1E wynika z potrzeby zwiększenia dostępności niedużych samochodów elektrycznych. Dziś nawet modele przeznaczone głównie do jazdy po mieście potrafią być drogie, między innymi ze względu na koszty akumulatorów i rozbudowane wyposażenie.
Planowana kategoria ma obejmować samochody elektryczne o długości nieprzekraczającej 4,2 m, produkowane w Unii Europejskiej. Chodzi przede wszystkim o mniejsze auta, które nie muszą oferować osiągów i zasięgu dużych SUV-ów. Ich głównym zadaniem ma być sprawne przemieszczanie się po mieście i na krótszych trasach.
Sprawdź: Elektryki to dopiero początek. Polska rozwija technologie, które zmienią samochody
Mniejsze akumulatory mogą obniżyć ceny elektryków
Jednym ze sposobów na ograniczenie kosztów będzie dopasowanie wielkości akumulatora do rzeczywistego przeznaczenia samochodu. Miejski elektryk nie musi być przygotowany do pokonywania kilkuset kilometrów bez postoju na ładowanie. Producent może więc zastosować mniejszą baterię, która będzie tańsza i lżejsza.
To właśnie prostsza konstrukcja i mniejszy akumulator mogą pomóc obniżyć cenę takich samochodów. M1E nie ma być bezpośrednią konkurencją dla dużych elektrycznych SUV-ów, lecz propozycją dla kierowców, którzy potrzebują przede wszystkim niedrogiego auta do codziennej jazdy.
Producenci mogą zyskać dodatkową korzyść przy rozliczaniu emisji CO2
Na atrakcyjność nowej kategorii mogą wpłynąć również zasady rozliczania emisji dwutlenku węgla. Rozważany mechanizm zakłada, że jeden samochód M1E mógłby być liczony jako 1,3 pojazdu przy wyliczaniu średniej emisji CO2 producenta.
Takie rozwiązanie byłoby dodatkową zachętą do produkowania i sprzedawania małych elektryków. Koncerny mogłyby w ten sposób łatwiej poprawiać wyniki emisyjne swojej floty, co ma znaczenie przy rozliczaniu unijnych limitów i ewentualnych kar.
Nie oznacza to jednak, że każdy producent automatycznie otrzyma taką korzyść. Jej zastosowanie będzie zależało od ostatecznego kształtu przepisów i warunków, które zostaną w nich zapisane.
Czy małe elektryki dostaną łagodniejsze wymagania?
Jednym z najbardziej dyskutowanych elementów projektu są wymagania dotyczące wyposażenia samochodów. Pojawiła się koncepcja czasowego zwolnienia pojazdów M1E z części nowych obowiązkowych systemów i elementów wyposażenia.
Nie jest to jednak przesądzone. Inne założenia zakładają utrzymanie wymagań bezpieczeństwa obowiązujących w większych samochodach. Ostateczne rozstrzygnięcia mają znaleźć się w ramach prac nad Industrial Accelerator Act.
To istotna kwestia, ponieważ ewentualne uproszczenie wymagań mogłoby ograniczyć koszty produkcji, ale jednocześnie nie powinno odbywać się kosztem bezpieczeństwa kierowców i pasażerów. Dopiero ostateczny tekst regulacji pokaże, na jakie rozwiązania zdecyduje się Unia.
Przeczytaj: Nowa fabryka aut elektrycznych w Polsce? Foxconn wskazał Jaworzno i podał termin
M1E może otworzyć drogę do tańszych aut miejskich
Jeśli propozycja zostanie przyjęta, nowa kategoria może zachęcić producentów do rozwijania niewielkich samochodów elektrycznych w europejskich fabrykach. Dla klientów oznaczałoby to większy wybór modeli, które nie muszą być wyposażone w duże akumulatory i kosztowne rozwiązania typowe dla większych aut.
Na razie nie ma jednak gwarancji, że nowe przepisy przełożą się na konkretne obniżki cen. Wiele będzie zależało od ostatecznych wymagań, kosztów produkcji i decyzji samych producentów. Kategoria M1E może zmienić rynek małych elektryków, ale dopiero przyjęte regulacje pokażą, jak duża będzie to zmiana.