Elektryk za 15 tys. euro? UE naciska, ale producenci mówią o jednym problemie
Elektryk za 15 tys. euro stał się politycznym celem Brukseli, ale rynek pokazuje, że to tylko część układanki. Komisja proponuje uproszczoną kategorię miejskich BEV-ów do 4,2 m, a Stellantis już zapowiada model z ceną startową około 15 tys. euro i produkcją od 2028 roku.
W tym samym czasie produkcja najmniejszych aut spadła z około 720 tys. sztuk w 2021 r. do około 320 tys. w 2025 r., a klienci coraz częściej wybierają auta używane lub większe modele. Pytanie nie dotyczy już wyłącznie obniżenia ceny, lecz także tego, czy w Europie znajdzie się wystarczający i rentowny popyt.
Bruksela chce tanich elektryków. Największym problemem wciąż pozostaje rentowność
Komisja Europejska chce ułatwić producentom wprowadzenie tańszych samochodów elektrycznych. Nowa kategoria miejskich aut na prąd o długości do 4,2 m ma pozwolić na uproszczenie konstrukcji i ograniczenie części obowiązkowych systemów wsparcia kierowcy. Cel jest jasny - obniżyć ceny do poziomu 15-20 tys. euro i poprawić konkurencyjność europejskich marek wobec producentów z Chin.
Polityczne wsparcie dla projektu płynie z najwyższego szczebla. Ursula von der Leyen zapowiedziała współpracę z branżą przy tworzeniu nowych regulacji, jednak producenci patrzą przede wszystkim na koszty. Samo obniżenie ceny samochodu to jedno, a możliwość zarabiania na jego produkcji - drugie.
Stellantis zapowiada elektryka za 15 tys. euro
Jako pierwszy konkretną deklarację złożył Stellantis. Koncern planuje uruchomienie produkcji miejskiego elektryka kosztującego około 15 tys. euro w fabryce Pomigliano d'Arco we Włoszech. Debiut modelu ma nastąpić w 2028 roku.
Problem polega na tym, że projekt trafia na rynek, który od lat się kurczy. Segment najmniejszych samochodów w Europie traci znaczenie zarówno pod względem sprzedaży, jak i produkcji.
Według danych Dataforce produkcja aut segmentu A spadła z około 720 tys. egzemplarzy w 2021 roku do około 320 tys. sztuk w 2025 roku. Jeszcze bardziej wymowny jest udział rynkowy - z 9,1 proc. w 2012 roku do zaledwie 3,9 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku.
To właśnie dlatego wielu analityków zastanawia się nie nad tym, czy elektryk za 15 tys. euro powstanie, ale czy będzie można na nim zarabiać.
Przeczytaj: Elektryki rosną w Europie jak nigdy wcześniej. Już co 5. nowe auto jest na prąd, Polska zostaje w tyle
Klienci coraz częściej wybierają większe auta lub rynek wtórny
Zmieniły się także preferencje kupujących. Wielu klientów zamiast nowego miejskiego samochodu wybiera kilkuletnie auto używane lub większy model segmentu B.
Duże znaczenie ma finansowanie. W leasingu czy wynajmie długoterminowym kluczowa jest miesięczna rata, a różnice między małym autem miejskim a większym hatchbackiem często nie są już tak duże jak kiedyś. W efekcie klienci chętniej dopłacają do bardziej przestronnego samochodu.
To jeden z powodów, dla których oferta najmniejszych modeli stale się kurczy. W segmencie aut kosztujących około 15 tys. euro pozostało dziś niewiele propozycji, a producenci coraz częściej wycofują się z najmniejszych konstrukcji.
Chińskie marki nadal mają przewagę
Nawet jeśli Bruksela uprości przepisy, europejscy producenci nadal będą musieli zmierzyć się z przewagą kosztową chińskich konkurentów.
Chińskie firmy korzystają z większej skali produkcji, tańszych akumulatorów, niższych kosztów energii i bardziej zintegrowanych łańcuchów dostaw. To właśnie dzięki temu mogą oferować samochody elektryczne w cenach, które dla wielu europejskich marek pozostają trudne do osiągnięcia.
Producenci z Europy próbują odpowiadać na te wyzwania. Renault rozwija nowe Twingo w centrum badawczo-rozwojowym w Szanghaju, aby skrócić czas projektowania i ograniczyć koszty. Inni producenci przenoszą część produkcji do tańszych lokalizacji lub maksymalnie wykorzystują istniejące platformy i komponenty.
Sprawdź: Auta elektryczne mogą kosztować Polskę 9 mld zł rocznie. Problem rośnie szybciej, niż zakładano
Tanie elektryki mogą pojawić się około 2030 roku
Nowe regulacje mogą przyspieszyć pojawienie się elektryków kosztujących około 15 tys. euro, jednak sama technologia nie jest dziś największym problemem. Kluczowe pozostaje pytanie o rentowność.
Mniejszy popyt, wysokie koszty produkcji i silna konkurencja z Chin sprawiają, że najtańszy segment rynku jest jednocześnie jednym z najtrudniejszych biznesowo. Bez trwałego obniżenia kosztów europejscy producenci mogą mieć problem z utrzymaniem konkurencyjności.
Bruksela wykonała pierwszy krok, otwierając drogę do tańszych samochodów elektrycznych. O tym, czy rzeczywiście pojawią się one na rynku masowym, zdecydują jednak nie regulacje, lecz ekonomia. To właśnie rentowność może przesądzić o tym, kto będzie sprzedawał najtańsze elektryki w Europie pod koniec dekady.