Stellantis szykuje tani samochód elektryczny za 15 tys. euro. To odpowiedź UE na chińskie auta
Stellantis zapowiada elektryk w cenie 15 000 euro, czyli około 65 000 zł. Projekt wykorzysta przygotowywaną przez UE kategorię M1E, a produkcja ruszy we włoskiej fabryce Pomigliano d’Arco w 2028 roku. W planach są duchowy następca Pandy oraz mały Citroën inspirowany 2CV. Ta propozycja może przywrócić Europie dostępne cenowo samochody miejskie.
Nowa kategoria M1E ma uprościć konstrukcję małych aut elektrycznych i obniżyć koszty ich produkcji, dzięki czemu europejscy producenci będą mogli mocniej konkurować z tanimi modelami z Chin. Stellantis chce wykorzystać te przepisy do stworzenia prostych, lekkich i tańszych samochodów do miasta, które mają wrócić do idei niedrogiej motoryzacji dla mas.
M1E MA OŻYWIĆ RYNEK TANICH ELEKTRYKÓW W EUROPIE
Unia Europejska przygotowuje nową kategorię M1E, która ma otworzyć drogę do naprawdę tanich samochodów elektrycznych. Chodzi o miejskie modele krótsze niż 4,2 metra, produkowane w Europie i objęte uproszczonymi zasadami homologacji. To odpowiedź Brukseli na rosnącą dominację chińskich marek w segmencie małych EV i jednocześnie próba przywrócenia opłacalności aut segmentu A, które w ostatnich latach niemal zniknęły z rynku.
Kluczowe znaczenie mają tu tzw. superkredyty CO2 oraz planowane zamrożenie przepisów dla tej klasy na 10 lat. Stabilne regulacje mają ograniczyć koszty projektowania i homologacji, a w efekcie obniżyć ceny nowych modeli. To właśnie na tych zasadach Stellantis chce zbudować elektryki za około 15 000 euro, czyli około 65 tys. zł.
STELLANTIS CELUJE W ELEKTRYKA ZA 15 TYS. EURO
Stellantis otwarcie przyznaje, że brak nowych aut poniżej 15 tys. euro stał się jednym z problemów europejskiego rynku. Koncern chce to zmienić dzięki nowej kategorii M1E i maksymalnemu uproszczeniu konstrukcji miejskich elektryków.
Plan zakłada wykorzystanie prostszych platform, ograniczenie kosztownego wyposażenia i produkcję na dużą skalę. Dzięki temu cena około 65 tys. zł przestaje wyglądać jak marketingowa obietnica, a zaczyna być realnym celem.
Zobacz: Ponad 650 tys. samochodów z problemami. Stellantis rozpoczął dużą akcję naprawczą
W praktyce nowe modele mają wrócić do idei taniego samochodu miejskiego: prostego, lekkiego i taniego w codziennym użytkowaniu. Bez drogich technologii, które dziś mocno podbijają ceny elektryków.
PRODUKCJA RUSZY W POMIGLIANO D’ARCO
Nowe elektryki Stellantisa będą powstawać we włoskiej fabryce Pomigliano d’Arco. To zakład z dużym doświadczeniem w produkcji małych aut i potencjałem sięgającym niemal 300 tys. samochodów rocznie.
Dziś fabryka produkuje m.in. Fiata Pandę i Alfę Romeo Tonale, a od 2028 roku ma stać się centrum produkcji nowych modeli M1E. Duża skala ma być jednym z kluczowych elementów obniżania kosztów.
Dla Stellantisa to również bezpieczny ruch strategiczny. Produkcja w Europie pozwoli korzystać z preferencji regulacyjnych M1E i jednocześnie ograniczyć zależność od importu tanich aut z Chin.
NOWA PANDA I ELEKTRYCZNY CITROËN 2CV
Pierwszym modelem ma być duchowy następca Fiata Pandy. Auto ma być mniejsze i prostsze od Grande Pandy, z naciskiem na funkcjonalność oraz niską cenę. Stellantis chce wrócić do filozofii oryginalnej Pandy: maksimum praktyczności przy minimalnych kosztach.
Drugim projektem będzie mały Citroën inspirowany legendarnym 2CV. Nie chodzi jednak o retroauto, lecz o tani, prosty samochód miejski dla klientów, którzy dziś nie mogą pozwolić sobie na nowe EV.
Oba modele mają korzystać z tych samych założeń: kompaktowych rozmiarów, uproszczonej konstrukcji i niskich kosztów eksploatacji. To właśnie dzięki temu możliwe ma być utrzymanie ceny na poziomie około 15 tys. euro.
M1E TO ODPOWIEDŹ EUROPY NA CHIŃSKIE ELEKTRYKI
Nowa kategoria M1E może mocno zmienić europejski rynek samochodów elektrycznych. Przez lata producenci wycofywali najmniejsze auta z powodu rosnących kosztów bezpieczeństwa, emisji i homologacji. Efekt? Segment tanich miejskich samochodów praktycznie zniknął.
Sprawdź: Stellantis tnie inwestycje i stawia na cztery marki. Reszta pod znakiem zapytania
Bruksela chce ten trend odwrócić. M1E ma stworzyć warunki, w których produkcja małych EV znów stanie się opłacalna. Jednocześnie Europa próbuje odpowiedzieć na ofensywę chińskich marek oferujących relatywnie tanie elektryki.
Jeśli projekt Stellantisa się powiedzie, cena 15 tys. euro może stać się nowym punktem odniesienia dla całego rynku. Dla kierowców oznaczałoby to powrót naprawdę dostępnych samochodów miejskich, a dla producentów początek nowej walki o segment najtańszych EV.