Rząd nie wyklucza powrotu CPN. Kierowcy mogą znów zapłacić mniej za paliwo
Rząd utrzymuje w pogotowiu pakiet CPN, który według resortu finansów kosztowałby budżet około 1,6 mld zł miesięcznie. Minister energii dopuszcza jego reaktywację w razie radykalnej eskalacji na Bliskim Wschodzie.
Rynek paliw pozostaje na razie względnie spokojny — średnie ceny benzyny 95 to około 6,73 zł/l, a oleju napędowego 6,88 zł/l — więc presja na natychmiastowe działania maleje. Dla kierowców to prosta polisa: przy stabilnym rynku nic się nie zmieni, a w razie kryzysu państwo ma gotowy mechanizm szybkiej interwencji.
Rząd nie wycofał pakietu CPN. Może wrócić, jeśli ceny paliw gwałtownie wzrosną
Pakiet CPN nie został definitywnie porzucony. Rząd traktuje go jako plan awaryjny, który może zostać uruchomiony w przypadku gwałtownego wzrostu cen paliw wywołanego np. eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Na razie kierowcy nie odczują żadnych zmian. Ceny paliw pozostają stabilne, a analitycy wskazują nawet na niewielkie obniżki. Resort finansów przypomina jednak, że ewentualny powrót programu oznaczałby koszt około 1,6 mld zł miesięcznie dla budżetu państwa.
Sprawdź: Ceny paliw pod presją. Rząd chce zmusić koncerny do szybszych obniżek
Jak działał pakiet CPN?
Poprzedni pakiet osłonowy miał ograniczyć skutki gwałtownych podwyżek cen paliw. Obejmował:
- obniżkę VAT na benzynę i olej napędowy z 23 do 8 proc.,
- obniżenie akcyzy do unijnego minimum,
- wprowadzenie maksymalnych cen paliw ogłaszanych przez resort energii.
Dzięki temu kierowcy płacili za litr paliwa nawet ponad złotówkę mniej. Program zakończył się wraz z przywróceniem 23-procentowego VAT i likwidacją cen maksymalnych, co przełożyło się na szybki wzrost cen na stacjach.
Ile kosztowałby powrót programu?
Według szacunków Ministerstwa Finansów ponowne uruchomienie pakietu kosztowałoby około 1,6 mld zł miesięcznie.
To właśnie dlatego rząd nie planuje stosować go na stałe. Program ma zostać wykorzystany wyłącznie wtedy, gdy sytuacja na światowym rynku paliw wymknie się spod kontroli.
Bliski Wschód pozostaje największym zagrożeniem
Największym czynnikiem ryzyka są obecnie napięcia na Bliskim Wschodzie. Każde zakłócenie transportu ropy - szczególnie przez cieśninę Ormuz - może szybko przełożyć się na wzrost cen surowca i paliw w Europie.
Na razie sytuacja pozostaje stabilna. Średnie ceny benzyny Pb95 wynoszą około 6,73 zł za litr, a oleju napędowego około 6,88 zł. To efekt spokojniejszych notowań ropy i paliw gotowych na europejskich giełdach.
Jeżeli jednak sytuacja geopolityczna gwałtownie się pogorszy, rząd może sięgnąć po pakiet CPN, aby ograniczyć podwyżki na stacjach.
A co z kierowcami aut na LPG?
Jedną z największych wad poprzedniego programu było pominięcie autogazu. Osłony objęły benzynę i olej napędowy, natomiast właściciele samochodów z instalacją LPG nie otrzymali podobnego wsparcia.
Jeżeli pakiet CPN wróci, właśnie kwestia LPG będzie jednym z najważniejszych pytań. Miliony kierowców liczą, że tym razem autogaz nie zostanie wyłączony z programu.
Zobacz również: Koniec tarczy paliwowej uderzy w kierowców. Tak obniżysz spalanie nawet o 25 proc.
Co to oznacza dla kierowców?
Na dziś nie ma planów przywrócenia pakietu CPN. Rząd pozostawia go jednak w gotowości jako narzędzie na wypadek kryzysu na rynku paliw.
Dopóki ceny ropy pozostają stabilne, kierowcy nie powinni spodziewać się zmian. Jeśli jednak wydarzenia na Bliskim Wschodzie wywołają gwałtowne podwyżki, rząd może ponownie sięgnąć po obniżkę podatków i mechanizmy ograniczające ceny paliw.