Stellantis pod presją ceł USA. W grę wchodzi 1,2 mld euro
Stellantis może zapłacić wysoką cenę za załamanie rozmów handlowych między USA i Kanadą. Koncern produkuje samochody i podzespoły po obu stronach granicy, a amerykańskie cło na auta z kanadyjskich fabryk wynosi 25 proc.
Wstępne szacunki wskazują, że obciążenie wyniku w 2026 roku może sięgnąć nawet 1,2 mld euro.
25-procentowe cło komplikuje produkcję Stellantisa
Fiasko rozmów handlowych między USA i Kanadą zwiększa presję na Stellantisa. Koncern zbudował północnoamerykański system produkcyjny po obu stronach granicy, dlatego samochody i podzespoły wielokrotnie przemieszczają się między krajami, zanim trafią do klientów.
Każda dodatkowa opłata podnosi więc koszty nie tylko gotowego samochodu, ale również kolejnych etapów produkcji. Największym problemem jest 25-procentowe cło na samochody produkowane w Kanadzie i sprowadzane do USA.
Jeszcze kilka dni przed zerwaniem negocjacji rozważano obniżenie stawki do 15 proc., jednak rozmowy zakończyły się bez porozumienia. Jednym z punktów sporu był sposób liczenia wartości części pochodzących z USA, Kanady i Meksyku. Ma to bezpośredni wpływ na opłacalność produkcji samochodów w kanadyjskich fabrykach.
Zobacz: Stellantis wprowadza nowy olej silnikowy. Aż 70 proc. surowca pochodzi z odzysku
Fabryka Stellantisa w Windsor szczególnie narażona
Jednym z zakładów, które mogą szczególnie odczuć skutki wojny celnej, jest fabryka w Windsor w Ontario. Powstają tam między innymi Chrysler Pacifica, Grand Caravan oraz Dodge Charger, także w wersjach elektrycznych.
Znaczna część produkcji trafia do Stanów Zjednoczonych. Obłożenie samochodów 25-procentowym cłem może więc pogorszyć ich konkurencyjność względem modeli produkowanych bezpośrednio w USA.
Dodatkowym problemem są działania odwetowe Kanady. Kraj zapowiedział cła obejmujące między innymi stal, elektronikę i maszyny. Wyższe koszty mogą więc pojawić się po obu stronach granicy, jeszcze bardziej komplikując działalność Stellantisa.
Cła mogą kosztować Stellantisa nawet 1,2 mld euro
Stellantis już wcześniej szacował, że negatywny wpływ ceł na wynik finansowy w 2026 roku wyniesie od 1 do 1,2 mld euro. W pierwszym półroczu koszt netto sięgnął około 300 mln euro.
Co istotne, prognoza powstała jeszcze przed sierpniowym załamaniem rozmów USA i Kanady. Jeśli konflikt handlowy będzie się pogłębiał, rzeczywiste obciążenie może więc okazać się wyższe.
Ameryka Północna jest kluczowa dla Stellantisa
Problem pojawia się w szczególnie niekorzystnym momencie. Ameryka Północna ma duże znaczenie dla odbudowy wyników Stellantisa, dlatego wzrost kosztów i ewentualne ograniczenia produkcji mogą odbić się na całej grupie.
Zyski wypracowywane w tym regionie pomagają finansować rozwój nowych samochodów i technologii, również dla europejskich marek koncernu. Pogorszenie sytuacji w USA i Kanadzie może więc mieć konsekwencje wykraczające poza sam rynek północnoamerykański.
Sprawdź: Ten silnik jest hitem Stellantisa. W niektórych modelach wybiera go 80 proc. klientów
Stellantis musi teraz znaleźć równowagę między utrzymaniem produkcji w Kanadzie a zwiększaniem udziału zakładów w Stanach Zjednoczonych. Każda decyzja będzie miała wpływ na ceny samochodów, opłacalność eksportu i przyszłość fabryk po obu stronach granicy.
Jeśli napięcia handlowe będą narastać, kanadyjskie zakłady mogą stopniowo tracić na znaczeniu na rzecz fabryk w USA. Wojna celna może więc zmienić nie tylko ceny samochodów, ale również mapę produkcji Stellantisa w Ameryce Północnej.