Stellantis inwestuje 24 mld euro w USA. W Europie stawia na Chińczyków
Stellantis mocno przesuwa środek ciężkości swojej strategii w stronę Stanów Zjednoczonych. Aż 40 proc. z programu inwestycyjnego o wartości 60 mld euro ma trafić do Ameryki Północnej, co oznacza około 24 mld euro.
Jednocześnie w Europie koncern coraz szerzej otwiera się na chińskich partnerów i technologie. To dwa zupełnie różne podejścia do rozwoju jednego z największych producentów samochodów.
Stellantis przeznaczy 24 mld euro na Amerykę Północną
Stellantis chce skierować 40 proc. całego programu inwestycyjnego do Stanów Zjednoczonych. Przy budżecie wynoszącym 60 mld euro daje to około 24 mld euro. Skala wydatków pokazuje, jak ważny dla koncernu stał się amerykański rynek.
Strategia zakłada rozwój lokalnej inżynierii, fabryk, dostawców i należących do Stellantisa marek. Koncern chce przede wszystkim wzmacniać Jeepa, Rama, Dodge'a i Chryslera, jednocześnie ograniczając zależność od importu z Kanady i Meksyku.
Jednym z symboli tej zmiany ma być Jeep Cherokee. Jego produkcja zostanie przeniesiona z Meksyku do ponownie uruchomionego zakładu w Belvidere w stanie Illinois. Stellantis chce w ten sposób zwiększyć udział lokalnej produkcji w swojej amerykańskiej działalności.
Sprawdź: Stellantis daje drugie życie drogim częściom. Teraz także do elektryków i hybryd
Amerykański plan Stellantisa nie powstał przypadkiem
Firma już wcześniej zapowiadała zwiększenie inwestycji w USA. W 2025 r. Stellantis ogłosił program inwestycyjny o wartości 13 mld dolarów. Obecny plan wpisuje amerykański kierunek w znacznie szerszą strategię całego koncernu.
Lokalne zespoły mają odpowiadać za ofertę i sprzedaż dostosowaną do potrzeb konkretnego rynku, natomiast globalna organizacja ma zapewniać skalę, technologie i wspólne rozwiązania. USA stają się więc miejscem, w którym Stellantis chce rozwijać własne marki i zwiększać samodzielność produkcji.
Europa ma zupełnie inny problem
Tak duże przesunięcie inwestycji do USA rodzi pytania o przyszłość europejskich zakładów. Stellantis nie zamierza stosować na Starym Kontynencie dokładnie tego samego modelu. Tutaj coraz większe znaczenie ma współpraca z zewnętrznymi partnerami, w tym firmami z Chin.
Różnica jest istotna. W Stanach Zjednoczonych koncern chce rozwijać własne marki, fabryki i lokalne zaplecze technologiczne. W Europie musi natomiast szukać sposobów na lepsze wykorzystanie istniejących mocy produkcyjnych i ograniczenie kosztów.
Chińskie technologie mogą dostać w Europie więcej miejsca
Współpraca z chińskimi producentami może pozwolić Stellantisowi szybciej wprowadzać nowe technologie i wykorzystywać moce europejskich zakładów. Z drugiej strony oznacza to większą zależność od zewnętrznych partnerów.
Dla europejskich fabryk i ich pracowników może to być szczególnie istotne. Jeżeli chińska technologia i produkcja staną się stałym elementem strategii Stellantisa, część decyzji dotyczących rozwoju europejskich zakładów może być podejmowana z myślą o współpracy z zewnętrznymi firmami.
Przeczytaj: Stellantis otwiera warsztaty na auta wszystkich marek. Eurorepar rusza z nowym programem
Stellantis rozwija USA, a Europę próbuje uelastycznić
Stellantis próbuje więc pogodzić dwa różne modele. W USA inwestuje w lokalną produkcję i własne marki, a w Europie szuka większej elastyczności i możliwości współpracy z partnerami. Taki podział może pomóc koncernowi ograniczyć koszty i lepiej dopasować działalność do lokalnych warunków.
Jednocześnie pokazuje, że Europa może mieć przed sobą trudniejsze zadanie niż amerykańska część koncernu. Jeśli ten kierunek będzie się utrzymywał, Stany Zjednoczone mogą stać się dla Stellantisa głównym miejscem inwestycji, podczas gdy Europa będzie coraz mocniej opierać się na partnerstwach i optymalizacji istniejącej produkcji.